Wpisy z wrz 2009
nie ogarniam kuwety
[21:47] krolowanocy: kto to jest u Szymona? nie znam tych ludzi
[21:47] G: glinka i gruszka
[21:47] krolowanocy: he?
[21:47] krolowanocy: a jabłek nie mieli?
[21:47] krolowanocy: ale kto to jest???
[21:47] G: gruszka to siatkarz
[21:47] G: glinka to aktorka
[21:48] krolowanocy: aha
[21:48] krolowanocy: to ja nie ogarniam kuwety
[21:48] G: zloty siatkarz
[21:48] krolowanocy: zaraz, zaraz
[21:48] krolowanocy: gruszka?
[21:48] krolowanocy: byla taka aktorka
[21:48] G: Piotr Gruszka
[21:48] krolowanocy: ale ona byla blondynką z loczkami, a ta jakaś czarna
[21:48] krolowanocy: kurwa
[21:48] krolowanocy: gruszka to facet?
[21:48] krolowanocy: to ja nie ogarniam jednak
[21:48] G: Kasia Glinka i Piotr Gruszka
[21:48] krolowanocy: ale niewazne
[21:48] krolowanocy: aha
[21:48] krolowanocy: a w czym ta Glinka gra?
[21:49] G: http://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_Glinka
[21:49] G: Barwy Szczęscia
[21:49] krolowanocy: a co to barwy szczescia??
Potem omawiamy urodę Karoliny Gruszki. Ja uważam że ładna, G. że nie.
[21:54] krolowanocy: ale jakos niepodobna do tej u Szymona
[21:54] G: bo u szymona jest Glinka!!!!
[21:54] krolowanocy: to inna Gruszka?
[21:54] G: nie Gruszka!!!
[21:54] krolowanocy: kurwa
[21:54] krolowanocy: mowiles ze Gruszka
[21:54] G: kurwa, u szymona jest Piotr Gruszka
[21:54] krolowanocy: a
[21:54] krolowanocy: a kto to? a pilkarz
[21:54] G: siatkarz
[21:54] krolowanocy: no łorewer
[21:54] G: tez pilkarz, ale reczny
[21:54] G: znaczy siatkowy
[21:55] krolowanocy: no dobrze, dobrze, a ci siatkarze przegrali?
[21:55] G.: wygrali, zloto
[21:55] krolowanocy: to czemu Ącki śpiewa „nic się nie stało”?
dobre kino i ZEN
Niedawno przypadkiem poszłam do kina na świetny film. Nagłe, bardzo spontaniczne wyjście, szybki wybór spomiędzy dwóch filmów. Komedia romantyczna – bleee, przewidywalna. Oraz „Kocham Cię od tak dawna” . Też mi tytuł sugerował romansidło, ale rzuciłam okiem na ulotkę:
Główną bohaterką filmu „Kocham cię od tak dawna” jest Juliette, która spędziła w więzieniu 15 lat. Po wielu latach życia w zamknięciu, niespecjalnie wyobraża sobie powrót do rzeczywistości. Jest samotna i przestraszona, a jednocześnie dumna i chłodna. Namiętnie pali papierosy. Skrywa w sobie tajemnicę, której nie zaakceptowali nawet najbliżsi.
No i to nie wyglądało na film, który jest przewidywalny. I nie był. Świetnie zagrany, doskonale stopniowane wyjawianie kolejnych tajemnic, odkrywanie kart. To dramat, więc ktoś rozpacza, ale obok toczy się życie, trzeba się zająć dzieckiem, zrobić obiad, znaleźć pracę… Jak w życiu, raz dobrze, raz źle, słońce się przeplata z deszczem. Bardzo rzadko płaczę w kinie, tym razem pod koniec uroniłam parę łez, ale było to oczyszczające, film jest niby smutny, o trudnych sprawach, niby to dramat, ale nie wyszłam z kina przygnębiona, wręcz przeciwnie. Bo właśnie – stało się coś złego, ale za chwilę słońce za oknem, za chwilę się zdarzy coś dobrego, życie płynie. Wiktor miał bardzo podobne wrażenia z tego filmu.
A ja przestałam ostatnio się przejmować sprawami, na które nie mam wpływu i denerwować w sytuacjach, gdy nic mi to nie da. Przykład pierwszy: Wybierałam się na imprezę, potrzebowałam kupić spódnicę, łaziłam dwie godziny po Złotych Tarasach coraz bardziej zdegustowana, że nigdzie nie ma takiej, jakiej potrzebuję, wreszcie w fafnastym sklepie upolowałam, ucieszyłam się szalenie, wszystkie inne zakupy, których dokonałam wcześniej, zaczęły mnie dużo bardziej cieszyć, mało nie zaczęłam śpiewać głośno z radości. Następnego dnia zrobiłam manicure, makijaż, ubrałam się, spódniczkę spakowałam w torebeczkę, a na siebie założyłam spodnie, nie chcąc jednakże w sobotni wieczór jechać przez miasto w szpilkach, kabaretkach i kiecce ledwo mi zakrywającej tyłek, wsiadłam do taksówki, pojechałam. I chociaż pierwotny plan przewidywał przebranie się w łazience u gospodyni imprezy, to zachciałam zmienić spodnie na tę spódnicę jadąc windą. Sięgnęłam po torebeczkę i odkryłam nagle… Domyślacie się pewnie co? ZOSTAWIŁAM JĄ W DOMU. Kilka sekund myślenia: jest już późno, jak wrócę teraz do domu, to już nie będę mocno spóźniona, tylko przyjadę bliżej końca imprezy, L. mi na pewno coś pożyczy, przyjechałam się dobrze bawić, trudno. Nawet nie zaklęłam w tej windzie, oceniłam sytuację i się z nią pogodziłam. Spokojnie weszłam, złapałam gospodynię, wciągnęłam do tej łazienki, w dwóch słowach nakreśliłam problem, ona natychmiast poszła czegoś szukać, produkt zastępczy nie był aż tak efektowny, ale wyglądałam dobrze. I bawiłam się świetnie.
Przykład drugi. Parę dni później zawiozłam rano zdrowe dziecko do przedszkola, po godzinie pracy dostałam telefon, że to dziecko ma 39 stopni gorączki i bardzo słabo się czuje. No i oczywiście proszą o jak najszybsze zabranie córki. A osoba władna mnie zwolnić do domu poszła właśnie na ważne zebranie, trwające około 45 minut. I znów nie histeryzowałam, nie panikowałam, spokojnie wykonałam kilka telefonów, umówiłam lekarza, dokończyłam pracę, poszłam na śniadanie, wróciłam, poprosiłam o zwolnienie, pojechałam do domu, kupując po drodze lek przeciwgorączkowy, naszykowałam córce łóżko, odebrałam ją od opiekunki. Wszystko spokojnie. Choroba okazała się wirusem, z gwałtownym i nieco dramatycznym początkiem, ale ostatecznie nie takim okropnym.
Sytuacje różne, ale łączy je jedno: jeszcze parę tygodni temu bym klęła, złościła się, stresowała, umierała ze zdenerwowania, histeryzowała, dramatyzowała, pogrążała się w czarnych myślach. A teraz? Spokój, opanowanie, racjonalne działanie. Zen.
Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale szalenie mi się podoba. Dorastam, czy coś. Dobrze jest.
borderline
Lubię emocje. Jestem jak wampir, dają mi siłę, energię. Lubię hormony. Adrenalinę, testosteron, endorfiny. Jestem uzależniona od intensywnego przeżywania.
***
Masz przyjechać do mnie o 8 rano, nie przyjeżdżasz, piszesz na ircu dwie godziny wcześniej, że chcesz dać mi się wyspać po imprezie. Odpisuję, że i tak się obudziłam, dzwonię, nie odbierasz, wściekam się. O 9 się odzywasz, kłócimy się, lata pierze, przepraszasz. Przychodzisz trzy godziny później, pijesz kawę, dajesz mi słuchawki, ja tobie ostrza do golarki – kupujemy sobie nawzajem przy okazji potrzebne rzeczy. Opowiadam ci o imprezie, pokazuję nowe szpilki, które ci się podobają i gdy je zakładam słyszę twój pomruk uznania i spojrzenie pełne podziwu, że jestem aż tak wysoka w nich i sięgam ci dużo wyżej niż do ramienia. Przytulamy się, zabierasz mi papierosa na drogę, jedziesz. Ja zostaję z dziećmi, bawimy się, jemy, porządkujemy, potem śpimy trochę przy zapętlonym kawałku Recoil.
Tak, bywa różnie, kłócimy się, godzimy, czasem jest super, a czasem mam ochotę cię zamordować, ty mnie tak samo, ten związek to przejażdżka rollecoasterem, szybko, intensywnie, wariacko, góra, dół, huśtawka, nagłe zwroty akcji. Zjem cię, pożrę, wchłonę.
A potem zamieszkamy w Bieszczadach, w drewnianej chatce i będziemy jeść jagody i kochać się codziennie.
I want to know if you read me
I want to swing with my eyes shut and see what I hit
I want to know just how much you hate me so I can predict what you’ll do
I want you to know the wounds are self-inflicted
I want a controlling interest
I want to be somewhere beautiful when I die
I want to be your secret hater
I want to stop destroying you but I can’t
And I want and I want and I want
And I will always be hungry
And I want and I want and I want…

chuj ci na imię
12 września na koncercie w ramach „Winobrania 2009”, święta Zielonej Góry podczas koncertu rapera Pei jeden z „fanów” przez cały czas występu muzyka pokazywał w jego kierunku środkowy palec. To wyraźnie zdenerwowało Ryszarda Andrzejewskiego (prawdziwe nazwisko Pei). Raper rzucił w kierunku mężczyzny obraźliwą wiązankę, a później zawołał do tłumu: „wiecie, co macie robić, rozj…w chu..”. Po tych słowach zebrani na koncercie wielbiciele twórczości poznańskiego rapera rzucili się na człowieka, który zdenerwował ich idola. Peja przyglądał się wszystkiemu ze sceny i krzyczał dalej: „tak kończą frajerzy”. By dodatkowo podgrzać agresorów raper zapewniał: „wszystko na mój koszt”.
- Trafiony zatopiony, ty. Dobra jedziemy, wiecie co z nim robić, nie, panowie? -- Tego faka to ci kur… zaraz połamię, bo przez cały koncert pokazujesz. Zaraz tam zejdę i jak ci kur… wpie… to się zesrasz ty cioto. Wszyscy patrzcie na tego frajera. Jeb.. go kur… -dodał. Już po chwili zgromadzony na koncercie tłum za namową rapera skanduje „chu.. ci na imię”.
- Wiecie co z nim robić, rozj… w ch.. . Gdy tłum aczął bić tego człowieka, raper krzyczał „wypier… ty ku…” i dodał, że Peja nie jest z tych, co odpuszczają. – Jestem tylko kur… śpiewakiem estradowym, pamiętaj jesteś rozjeb… w pi… – dodał.
http://www.tvn24.pl/12690,1619531,0,1,peja-wiecie–co-robic-tlum-rzucil-sie-na-widza,wiadomosc.html
i
http://www.tvn24.pl/28385,1619675,,,trzy-minuty-bluzgow–a-potem-zostawcie-tego-frajera,wiadomosc.html
„Rozjebać w chuj”. Tak po prostu, tak wołał człowiek, który z racji tego, że sporo ludzi uwielbia jego muzykę, ma władzę nad „rządem dusz”. Gdyby po 3 minutach podżegania nie powiedział „Dobra chłopczyny zostawcie tego frajera” to jego fani mogli zatłuc tego 15-latka na śmierć.
Nie wiem, co ma na celu przychodzenie na koncert i pokazywanie faka. Nie znam się na subkulturze hip hopowców. Ale wiem, że na koncertach jest ochrona. I skoro ktoś denerwował muzyka, prowokował, to należało zawołać tę właśnie ochronę, żeby chłopca z palcem środkowym wyprowadziła.
A tu samosąd. Lincz. Jakiś matriks dla mnie. I jeszcze Liroy, który w „Faktach po faktach” w TVN 24 broni Pei i twierdzi, że jego agresja była usprawiedliwiona, bo sprowokowana. No taaak, kobieta idzie w krótkiej spódniczce i z dużym dekoltem, więc gwałt jest usprawiedliwiony (bo suka prowokowała), dziecko ryczało i ryczało, więc ojciec, który nim rzucił o ścianę jest usprawiedliwiony (bo mnie gówniarz zdenerwował), muzyk, który kazał rozjebać nastolatka jest usprawiedliwiony, bo tamten go denerwował.
Oczywiście że zachowanie gówniarza nie było w porządku, ale właśnie od tego ochrona.
A jeśli ktoś nie potrafi opanować nerwów i zamiast pomyśleć, reaguje prymitywnym odruchem (on mi, to ja jemu) to nie powinien może występować na scenie? Hmm?
Choć na ogół gdy TVN 24 cały dzień zajmuje się jednym tematem, czuję się znużona i zirytowana, tym razem uważam że bardzo dobrze, że sprawa została tak nagłośniona. Bo to jest coś skandalicznego. W głowie się nie mieści.
lagi
- a czy ty
- nie
- jak to nie?
- eee, a nie, czekaj, bo ja odpowiadałam jeszcze na to poprzednie pytanie twoje. bo ja mam teraz te, no… lagi!
- nie pij więcej
nie dramatyzuj
[19:16] krolowanocy: no nie moge
[19:16] krolowanocy: córka nie chce spać
[19:17] krolowanocy: i nie mam nowego sezonu house’a
[19:17] krolowanocy: i nie mam chłopaka
[19:18] arcio: ja tez nie mam chlopaka, nie dramatyzuj
ja ciągle wierzę w gnijący świat
Ktoś mi zrobił straszne świństwo. Oszukał, wykorzystał, zranił. Płakałam, nic nie jadłam, paliłam dziesiątki papierosów. A dziś rano rzygałam z obrzydzenia dla hipokryzji i zakłamania tej osoby. A potem ubrałam dzieci, odprowadziłam syna do przedszkola, wyjaśniając mu po drodze kwestie dostaw do sklepów oraz śmieciarek, zostawiłam go w przedszkolu, odwiozłam córkę do jej przedszkola. Tam jakaś krótka rozmowa z ciocią z grupy Biedronek, przypadkiem, zagadnęła mnie, udzieliła dobrej rady, miło, ciepło, życzliwie. I wiecie co? Szłam potem do pracy, puściłam sobie taką piosenkę na ajpodzie:
Słońce, ta krótka miła rozmowa, pełne mocy i optymizmu słowa piosenki… Podniosłam się. Wyprostowałam się, wystawiłam twarz do słońca, szłam energicznym krokiem. Przed siebie. W przyszłość. Nie zabiło, wzmocniło. Być może (raczej z pewnością) będę się jeszcze smucić, denerwować, może nawet jeszcze płakać. Ale jest dobrze, jestem silna, jestem niesamowicie, niewiarygodnie silna, podnoszę głowę, rany się zagoją.
Pomogło mi też pewnie to, że wczoraj pierwszy raz w życiu sama prowadziłam samochód i jestem z tego bardzo dumna. Raz przypaliłam sprzęgło, raz odrobinę spanikowałam na wąskim zakręcie, kiedy mijałam się z szybko jadącym drugim samochodem, a instruktor kazał mi właśnie bieg zmienić, ale poza tym szło mi nieźle. Trochę za szybko jeżdżę, zrugał mnie instruktor, „noga z gazu!” było jednym z najczęściej używanych przez niego zwrotów. Może to dlatego, że i chodzę szybko, jestem energiczna. A może po prostu się nie bałam, bo i czego tu się bać? Wszystko jest do opanowania. Wymaga to treningu, sporo praktyki, ale nie jest aż takie trudne. A ja się lubię uczyć. Sprawia mi dużą satysfakcję sam fakt, że się uczę czegoś nowego, że będę umiała więcej.
Opanuję samochód, opanuję zranione serce…
Cóż, przeżyłam sporo cudownych chwil, ale koniec był przykry. Kłamstwa wyszły na jaw.
Świat jest pełen zakłamania, ale hej! Świat jest też pełen słońca, dobrych rozmów, muzyki, szczerej miłości (choć ostatnie wydarzenia dają mi asumpt do stwierdzenia, że tylko miłość dziecka – i to raczej małego – do matki jest taka absolutnie szczera). Zatem po prostu pójdę dalej, skupiając się na słońcu i dobrych relacjach, a nie rozpamiętując tych złych.
gruszki w pdf-ie
[14:20] krolowanocy: kurwa, nie przysłali mi jeszcze katalogu Ikea nowego, buuu
[14:20] arcio: drukarka mi przestala drukowac
[14:22] arcio: ale po co miec katalog ikei ?
[14:22] arcio: bo ja jakby nie rozumie
[14:22] ONgryz: kup/zdobadz kolejnego laptopa i caly czas se na nim wyswietlaj katalog
[14:22] bler: o
[14:22] bler: to jest dobry plan
[14:22] krolowanocy: a nieprawda
[14:23] krolowanocy: w internecie jest inny
[14:23] ONgryz: nono
[14:23] ONgryz: nie ma logo japka
[14:23] bler: albo zrob dvd z pdfa i puszczaj w dvd
[14:23] arcio: no i co, mam kupic nowa drukarke ???
[14:23] ONgryz: hehe
[14:23] krolowanocy: o
[14:23] bler: na telewizorze
[14:23] krolowanocy: nie mam dvd
[14:23] arcio: z pendriva poosc
[14:23] ONgryz: to niedopuszczalne
[14:23] bler: o
[14:23] McGuru: posprzatalem obejscie uff
[14:23] bler: kup drukarke
[14:23] bler: i wydrukuj sobvie z pdfa
[14:23] arcio: nie chce nowej drukarki
[14:23] arcio: do tej co mam tusze byly po 2zl
[14:23] bler: nie do ciebie mowie
[14:23] McGuru: kurwa, 3h roboty
[14:24] krolowanocy: McGuru: zrób mi obiad, kup mi dvd i nowy katalog Ikea i daj mi zniżkę na enkę i spuść wpierdol Wojtkowi
[14:24] bler: widzisz ze kurwa rozwiazujemy tu wazne problemy
[14:24] bler: braku katalogu ikei
[14:24] krolowanocy: albo nie, jak mi zdobędziesz katalog Ikea to może być bez dvd
[14:24] bler: a ty wyskakujesz z jakas drukarka
[14:24] arcio: przepraszam
[14:24] McGuru: mi przyslali, moge komus dac
[14:25] McGuru: jakiemu wojtkowi?
[14:25] krolowanocy: no MI!!!
[14:25] krolowanocy: ja chce ja chce
[14:25] krolowanocy: i gruszkę!
[14:25] bler: no jej
[14:25] arcio: daj mi daj mi !
[14:25] bler: wojtkowi znaczy jej
[14:25] bler: wpierdolic
[14:25] ONgryz: grusze?
[14:25] krolowanocy: gruszkę obiecałeś!
[14:25] ONgryz: gruszke?
[14:25] McGuru: dopsz, dam jej katalog, ale co za wojtek
[14:25] bler: gruszke
[14:25] ONgryz: prostata?
[14:25] bler: do lewatywy taka
[14:25] krolowanocy: gruszki na wierzbie obiecuje, no
too much?
za dużo piję, za dużo palę, za mocno czuję*
Przez lata zdanie-wytrych, zdanie-klucz. Klucz do mojej pokręconej duszy? No way. Zaledwie wytrych. Pierdolę coś, pijana winem, które wydawało się ohydne, ale po schłodzeniu i zmieszaniu z wodą mineralną jest całkiem znośne.
Wino, macbook, nowa klawiatura (gdzie, do cholery jest shift, dlaczego tu nie ma białych klawiszy z czarnymi literkami, ale się podświetlają jak jest ciemno, jak zajebiście, nie ogarniam jeszcze tego touchpada, ale jest fajny)
Praca, dzieci, kurs, spotkania z T., kolacja, carpaccio, dobrze mi, sen, praca, dzieci, użeranie się z przedszkolami, oczywiście to Tomka ssie, jak to państwowe, wyrzuty sumienia, lekarz, wydatki, sukcesy Mai, moje sukcesy, moje zaangażowanie, przez nikogo nie docenione, ale chuj tam, satysfakcja, że wstałam o tej pieprzonej czwartej rano, że dałam radę, dałam radę, jak zwykle. Chomik w kołowrotku. Praca, projektowanie kuchni, zakupy przez internet, rozmowy przez telefon, dzieci, nie napisałam tekstu, kurwa, nie zdążyłam, nie dałam rady, cholera, cholera, cholera. D. przywozi mi pizzę, jemy, usypiam dzieci, oglądam House’a, zasypiam nieprzytomna, potem zasypiam w pracy, W. robi mi zdjęcie, śmieję się, robię dobrą minę do złej gry, złej, bo się panicznie boję, że może on jednak serio to wykorzysta. Inny D., dotychczas kolega-z-pracy znienacka mnie podrywa, nie chcę, nie wiem, nie mogę, dlaczego, proszę, proszę, niech to się samo rozwiąże, nie mam siły.Wino się kończy, jeszcze jeden papieros, nie chce mi się jutro do pracy, więc odwlekam jutro, co z tego, że się nie wyśpię, śpię 4 godziny i jest ok, śpię 7 godzin i zasypiam, wtf. Lady Gaga śpiewa. Tak, jestem pustą laską, słucham Lady Gagi, mam różowego laptopa, czytuję Pudla.**
Rozpaczliwie i beznadziejnie kocham się w Cloudy. I w T., ale to zupełnie inne historie.
Tak, nauczę się w końcu jeździć, przełamię strach, będę się kulturalnie przemieszczać samochodem. Będę świetną matką, pracownikiem, kobietą, Polką, matką, żoną i kochanką, utrzymanką. Będę chodzić na fitness, jeść marchewki, uśmiechać się, mieć czas, być dla, być z, być w, być… sobą?
Oby.
Uczę się, jestem uczona. Będzie dobrze.
Telewizor gra bez głosu, po co mi on, po co mi te twarze, widać potrzebne, albo nie chce mi się pyknąć jednego guziczka na pilocie.
Dobranoc.
(Oczywiście, jutro spojrzę, co za głupoty, jak ja mogłam, grafomanka jedna, co ja sobie myślałam)***
* wiem, banał
** tak trochę Proustowski strumień świadomości mode
*** tak, użalanie się nad soba i faza „biedny koteczek”
miau. dobranoc.