dobre kino i ZEN

Niedawno przypadkiem poszłam do kina na świetny film. Nagłe, bardzo spontaniczne wyjście, szybki wybór spomiędzy dwóch filmów. Komedia romantyczna – bleee, przewidywalna. Oraz „Kocham Cię od tak dawna” . Też mi tytuł sugerował romansidło, ale rzuciłam okiem na ulotkę:

Główną bohaterką filmu „Kocham cię od tak dawna” jest Juliette, która spędziła w więzieniu 15 lat. Po wielu latach życia w zamknięciu, niespecjalnie wyobraża sobie powrót do rzeczywistości. Jest samotna i przestraszona, a jednocześnie dumna i chłodna. Namiętnie pali papierosy. Skrywa w sobie tajemnicę, której nie zaakceptowali nawet najbliżsi.

No i to nie wyglądało na film, który jest przewidywalny. I nie był. Świetnie zagrany, doskonale stopniowane wyjawianie kolejnych tajemnic, odkrywanie kart. To dramat, więc ktoś rozpacza, ale obok toczy się życie, trzeba się zająć dzieckiem, zrobić obiad, znaleźć pracę… Jak w życiu, raz dobrze, raz źle, słońce się przeplata z deszczem. Bardzo rzadko płaczę w kinie, tym razem pod koniec uroniłam parę łez, ale było to oczyszczające, film jest niby smutny, o trudnych sprawach, niby to dramat, ale nie wyszłam z kina przygnębiona, wręcz przeciwnie. Bo właśnie  – stało się coś złego, ale za chwilę słońce za oknem, za chwilę się zdarzy coś dobrego, życie płynie. Wiktor miał bardzo podobne wrażenia z tego filmu.

A ja przestałam ostatnio się przejmować sprawami, na które nie mam wpływu i denerwować w sytuacjach, gdy nic mi to nie da. Przykład pierwszy: Wybierałam się na imprezę, potrzebowałam kupić spódnicę, łaziłam dwie godziny po Złotych Tarasach coraz bardziej zdegustowana, że nigdzie nie ma takiej, jakiej potrzebuję, wreszcie w fafnastym sklepie upolowałam, ucieszyłam się szalenie, wszystkie inne zakupy, których dokonałam wcześniej, zaczęły mnie dużo bardziej cieszyć, mało nie zaczęłam śpiewać głośno z radości. Następnego dnia zrobiłam manicure, makijaż, ubrałam się, spódniczkę spakowałam w torebeczkę, a na siebie założyłam spodnie, nie chcąc jednakże w sobotni wieczór jechać przez miasto w szpilkach, kabaretkach i kiecce ledwo mi zakrywającej tyłek, wsiadłam do taksówki, pojechałam. I chociaż pierwotny plan przewidywał przebranie się w łazience u gospodyni imprezy, to zachciałam zmienić spodnie na tę spódnicę jadąc windą. Sięgnęłam po torebeczkę i odkryłam nagle… Domyślacie się pewnie co? ZOSTAWIŁAM JĄ W DOMU. Kilka sekund myślenia: jest już późno, jak wrócę teraz do domu, to już nie będę mocno spóźniona, tylko przyjadę bliżej końca imprezy, L. mi na pewno coś pożyczy, przyjechałam się dobrze bawić, trudno. Nawet nie zaklęłam w tej windzie, oceniłam sytuację i się z nią pogodziłam. Spokojnie weszłam, złapałam gospodynię, wciągnęłam do tej łazienki, w dwóch słowach nakreśliłam problem, ona natychmiast poszła czegoś szukać, produkt zastępczy nie był aż tak efektowny, ale wyglądałam dobrze. I bawiłam się świetnie.

Przykład drugi. Parę dni później zawiozłam rano zdrowe dziecko do przedszkola, po godzinie pracy dostałam telefon, że to dziecko ma 39 stopni gorączki i bardzo słabo się czuje. No i oczywiście proszą o jak najszybsze zabranie córki. A osoba władna mnie zwolnić do domu poszła właśnie na ważne zebranie, trwające około 45 minut. I znów nie histeryzowałam, nie panikowałam, spokojnie wykonałam kilka telefonów, umówiłam lekarza, dokończyłam pracę, poszłam na śniadanie, wróciłam, poprosiłam o zwolnienie, pojechałam do domu, kupując po drodze lek przeciwgorączkowy, naszykowałam córce łóżko, odebrałam ją od opiekunki. Wszystko spokojnie. Choroba okazała się wirusem, z gwałtownym i nieco dramatycznym początkiem, ale ostatecznie nie takim okropnym.

Sytuacje różne, ale łączy je jedno: jeszcze parę tygodni temu bym klęła, złościła się, stresowała, umierała ze zdenerwowania, histeryzowała, dramatyzowała, pogrążała się w czarnych myślach. A teraz? Spokój, opanowanie, racjonalne działanie. Zen.
Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale szalenie mi się podoba. Dorastam, czy coś. Dobrze jest.

Komentarze (5) do “dobre kino i ZEN”

  • Luca :

    O to własnie chodzi, ze problemy sa do rozwiązywania, a nie do wkurwiania sie. A jesli nic sie akurat nie da zrobić, to nie ma co się denerwować, szkoda sił. Choć czasami człowiek się wkurwia – emocje muszą mieć ujście – to generalnie najlepiej jest działać na tyle, na ile można, a resztę czasu przeznaczyć na dobrą ksiązkę :)

  • Piotr :

    Królowo:
    Si, si.. Jestem jak najbardziej za.
    U mnie pojawiło się to w listopadzie, czasem jeszcze znika – ale pracuję nad tym.;)
    To cudowne uczucie zdać sobie sprawę, że jeszcze tydzień-kilka temu człowiek byłby przerażony/wkurwiony/roztrześiony/zirytowany/cokolwiek z negatywnym wydźwiękiem.. a teraz wie, że lepiej poświęcić tę energię na coś, co rzeczywiście jest w stanie zmienić.:)
    Gratuluje, unoszę szkło z testowym burbonem ku matrycy i wznoszę:
    Za rozwój, jego świadomość, radość z niego.. i nie poprzestawanie na obecnym poziomie. hoghw.

    Alquana: Racja („nie krzycz, nie panikuj, nie wkurwiaj się – działaj”).. ale tu mowa o czymś więcej też.. chcę zaznaczyć to. Mowa też o „nie krzycz, nie panikuj, tego nie możesz zmienić choćby nie wiem co. Idź dalej, do przodu, nie zmienisz tego więc nie trać energii”. :)

  • Wiktor :

    Zen jest fajne, lubie też jego inną formę, mianowicie wkurw kontrolowany. To jest ten stan kiedy owszem towarzyszy nam gniew ale nie taki obezwładniający i psujący nastrój. Wręcz przeciwnie, wyostrza zmysły, przyśpiesza decyzje, ucina to co nieistotne, pozwala zrobić to na co zazwyczaj nie mamy siły, ochoty, odwagi. W takim stanie kiedy jest coś do zrobienia po prostu sie to robi a wszelkie formy utyskiwania na swoją sytuacje są po prostu zbędne. Słabości zdają się być wtedy wypalone, silne strony wzmocnione a pewność siebie to jedyny stan możliwy.

  • krolowanocy :

    No nie zamierzałam ujawniać, ale skoro już Luca napisała… Mam do siebie dystans i się mogę z tego śmiać :-)
    A czekając też można robić coś innego, pozmywać naczynia, pranie zrobić… Cokolwiek, ale żeby właśnie nie siedzieć i się nie zadręczać. Choć to trudne, owszem.

  • Alquana :

    Aha, funkcja „nie krzycz, nie panikuj, nie wkurwiaj się – działaj” bardzo w życiu przydatna. Szkoda tylko, że nie działa w kryzysowych sytuacjach, kiedy się człowiek przejmuje, a z działań może ewentualnie chodzić w kółko i czekać.
    Wielka szkoda.

    A na imprezie wyglądałaś prześlicznie, gdybyście nie ujawniły światu, nie miałabym pojęcia, że to nie była TA spódnica ;)

Zostaw komentarz