ja ciągle wierzę w gnijący świat
Ktoś mi zrobił straszne świństwo. Oszukał, wykorzystał, zranił. Płakałam, nic nie jadłam, paliłam dziesiątki papierosów. A dziś rano rzygałam z obrzydzenia dla hipokryzji i zakłamania tej osoby. A potem ubrałam dzieci, odprowadziłam syna do przedszkola, wyjaśniając mu po drodze kwestie dostaw do sklepów oraz śmieciarek, zostawiłam go w przedszkolu, odwiozłam córkę do jej przedszkola. Tam jakaś krótka rozmowa z ciocią z grupy Biedronek, przypadkiem, zagadnęła mnie, udzieliła dobrej rady, miło, ciepło, życzliwie. I wiecie co? Szłam potem do pracy, puściłam sobie taką piosenkę na ajpodzie:
Słońce, ta krótka miła rozmowa, pełne mocy i optymizmu słowa piosenki… Podniosłam się. Wyprostowałam się, wystawiłam twarz do słońca, szłam energicznym krokiem. Przed siebie. W przyszłość. Nie zabiło, wzmocniło. Być może (raczej z pewnością) będę się jeszcze smucić, denerwować, może nawet jeszcze płakać. Ale jest dobrze, jestem silna, jestem niesamowicie, niewiarygodnie silna, podnoszę głowę, rany się zagoją.
Pomogło mi też pewnie to, że wczoraj pierwszy raz w życiu sama prowadziłam samochód i jestem z tego bardzo dumna. Raz przypaliłam sprzęgło, raz odrobinę spanikowałam na wąskim zakręcie, kiedy mijałam się z szybko jadącym drugim samochodem, a instruktor kazał mi właśnie bieg zmienić, ale poza tym szło mi nieźle. Trochę za szybko jeżdżę, zrugał mnie instruktor, „noga z gazu!” było jednym z najczęściej używanych przez niego zwrotów. Może to dlatego, że i chodzę szybko, jestem energiczna. A może po prostu się nie bałam, bo i czego tu się bać? Wszystko jest do opanowania. Wymaga to treningu, sporo praktyki, ale nie jest aż takie trudne. A ja się lubię uczyć. Sprawia mi dużą satysfakcję sam fakt, że się uczę czegoś nowego, że będę umiała więcej.
Opanuję samochód, opanuję zranione serce…
Cóż, przeżyłam sporo cudownych chwil, ale koniec był przykry. Kłamstwa wyszły na jaw.
Świat jest pełen zakłamania, ale hej! Świat jest też pełen słońca, dobrych rozmów, muzyki, szczerej miłości (choć ostatnie wydarzenia dają mi asumpt do stwierdzenia, że tylko miłość dziecka – i to raczej małego – do matki jest taka absolutnie szczera). Zatem po prostu pójdę dalej, skupiając się na słońcu i dobrych relacjach, a nie rozpamiętując tych złych.
1. Tak trzeba, zapalić, wypłakać się, a potem otrzymać odrobinę optymizmu, łeb podnieść do góry, klatkę z piersiami wypchnąć do przodu i iść w stronę słońca – nie mylić ze światełkiem w tunelu, bo to może być lokomotywa.
2. Jazda samochodem na początku stresuje, potem (u mnie po jakiś 15 godzinach) zaczyna sprawiać przyjemność. Jutro się zapisuję na egzamin państwowy, a potem, nie ma bata, kupuję własne 4 kółka. Do zobaczenia na drodze zatem :) -a co do moich wrażeń z jazd, zajrzyj na mojego bloga
3. 3maj się i nie daj się – jeszcze nigdy nie było tak źle, żeby nie mogło być gorzej, jak mawiają optymiści :)
Bee, akurat moja jest w grupie Słoneczek, a następna to Pszczółki, Biedronki to chyba trzylatki już :-)
O. To jest ogólnoprzedszkolne, że grupa maluchów zwie się Biedronkami, czy Najfajniejsze Dziecko Śfiata jest z Twoją córką w grupie? Też ostatnio doniósł, że w Biedronkach siedzi. ;)
no, kochana, co nas nie zabije to nas wzmocni i tego sie trzymaj :)
Nie chce robić za ojca chrzestnego, ale ktoś jest mi, kurwa, winien przysługę :/ Nie lubię, jak się robi źle moim bliskim znajomym.
Dobrze, że masz głowę w górze i dostrzegasz słońce i te tam inne ładne rzeczy. Mocna laska jesteś, cieszę się.
Sun and rain :)