Młodzież do 25 roku życia. NOT
Skończyłam 25 lat, skończyła się moja młodość. Trzeba by się zacząć zachowywać godnie i statecznie i wyrzucić błyszczyk z Hello Kitty ;)
Od zawsze mam tendencję do robienia jakiegoś przeglądu, podsumowania roku, lub całego życia w urodziny właśnie. Dzisiaj pomyślałam o czasach, kiedy byłam nastolatką i miotałam się strasznie w poszukiwaniu swojej drogi. Przeszłam przez etap ostrego ateizmu – to nawet wcześniej niż w czasach nastoletnich, wiarę w Boga utraciłam jeszcze przed Pierwszą Komunią. Tak, tak, przed tym wydarzeniem, jak sobie uświadomiłam, czego ode mnie oczekują, stwierdziłam, że ja nie widziałam, nie mam dowodów, to nie wierzę. Rodziców na szczęście mam sensownych, więc mnie nie zmuszali, trochę namawiali, miałam spotkania z katechetką, która też namawiała (ale też na szczęście była sensowna), więc nikt mnie nie zmuszał i w końcu nie przystąpiłam. A z kolei jak miałam 17 lat, pojechałam na wakacje na pięć tygodni do Moskwy i tam w pewnym momencie tak mi zabrakło polskiego języka, że poszłam na mszę do katedry polskiej, tylko po to, żeby posłuchać ojczystej mowy. I kazanie wygłoszone tam do mnie przemówiło, postanowiłam, że chcę spróbować. Spróbować zrozumieć, co ludzie w “tym” widzą, jak to działa. Zaczęłam regularnie chodzić na msze, potem pojechałam na Sylwester na Taize do Paryża. Co prawda noc sylwestrową spędziłam zamiast na imprezie religijnej, z tańcami i śpiewami pobożnymi szalejąc na Champs Elise, gdzie tradycją jest po północy całowanie się w usta z obcymi ludźmi dookoła. Tak, wiem, ale usprawiedliwia mnie że: a) byłam MŁODA, b) i tak było to mniej obciachowe niż inna grupka Polaków, idąca środkiem tej ulicy i rycząca “Polskaaaa, biało-czerwoooooni!”
Przechodziłam etap ostrego zainteresowania skrajną prawicą, nieco później skrajną lewicą. Popełniłam nawet publikacje zarówno w periodyku pierwszej z tych grup, jak i drugiej. Żeby było śmieszniej, czas od składania numeru do wydania tego skrajnie prawicowego pisma był taki, że jak już numer tego kwartalnika, który jednak z powodu problemów finansowych ukazywał się w podwójnych numerach co pół roku, to ja już byłam po tej drugiej stronie i tego samego dnia, co wyszedł drukiem numer pierwszego pisma z moim tekstem, ja się dowiedziałam, że naczelny drugiego pisma przyjął mój wiersz do publikacji. Moja przyjaciółka z liceum tylko wytrzeszczyła oczy, jak najpierw przybiegłam jej pochwalić się opublikowanym tekstem w skrajnie prawicowym piśmie, a dwie godziny później przybiegłam z radosną wieścią, że naczelny lewackiego pisma przyjął coś mojego do publikacji.
No i oczywiście do tego zakochiwanie się w amantach filmowych (kochałam się w Davidzie Duchovnym aka Foxie Mulderze z “X files”), w facetach z realnego życia, w chłopaku z liceum będącego dwie klasy wyżej, w synu Bronisława Wildsteina, w jednym wykładowcy z Wydziału Filozofii UW, w jednym gospodarzu schroniska górskiego w Bieszczadach…
I konflikty w szkole, przez czytanie pod ławką, przez bycie inteligentniejszą niż nauczyciele, przez dociekliwość, przez niewielbienie Miłosza. I flirciki z subkulturami, punkami, hipisami, pacyfistami. Fascynacja egzystencjalistami – nosiłam obowiązkowe czarne swetry, czytałam Sartre’a, Kafkę, Orwella, wszelkie inne bardzo optymistyczne książki, poezję Wojaczka i Bursy i Świetlickiego, paliłam Gauloisy, w zastępstwie Gitanesów.
I konflikty z rodzicami, awantury o czytanie, zamiast odrabianie lekcji, o chodzenie późno spać (już wtedy mój zegar biologiczny twierdził, że noc to najlepsza dla mnie pora i że należy wstawać późno w dzień), o to, że chcę mieć przekłute uszy, o palenie papierosów…
Tak, tak, wczesna młodość to jeden z najbardziej przerąbanych okresów w życiu. Hormony szaleją, człowiek się miota, szuka, sprawdza, eksperymentuje, jest idealistą (ach, jak wspomnę czas, gdy zdzierałam gardło na manifestacjach przeciwko wojnie w Iraku i gadałam godzinami z alterglobalistami…). Ta wiara, ze wszystko można zmienić. I bolesne rozczarowanie, gdy się okazuje, że jednak nie można. I autorytety z hukiem spadające z piedestału. I te wszystkie szaleństwa. I to przeżywanie intensywne, bezrefleksyjne, rzucanie się z głową we wszystko. Z perspektywy czasu oceniam że to najbardziej przerąbany czas, ale też najmilszy do wspominania, gdy się jest już starszym i bogatszym w doświadczenia życiowe.
A dzisiaj rano pojechałam do pracy, odstawiłam po drodze dzieci do przedszkoli, szłam potem do korpo paląc papierosa i podśpiewując beztrosko “bam bam bira bam bam bira” z utworu Rihanny słuchanego na iPodzie i nagle się jakoś z głębi uśmiechnęłam, szczerze i w pełni. Poczułam się szczęśliwa. Mam mieszkanie, mam pracę, mam dwójkę cudownych dzieci, robię prawo jazdy, mam przyjaciół, rodzinę, lubego, mam trzy laptopy i piękny nowy pawlacz, dostałam świetny telefon w prezencie urodzinowym, mnóstwo osób złożyło mi życzenia…
Wieczorem przyjechał luby, zrobił mi porządek z kablami w podbiurczu, piliśmy wino, opowiadał przezabawne historyjki, dostałam pięknego storczyka, jestem zdrowa, mam plany, mam chęci, mam oczekiwania, mam siłę… Dużo mam. Naprawdę dużo.
należałoby też zadać pytanie: czemu napisałem ten post? A to dlatego że jak widzę jak ludzie piszą na blogach, jeszcze stosunkowo widać inteligentni, wykształceni, posiadający wiedzę z wielu źródeł, nie tylko tą przedłożona im w szkołach czy w domu i tak kończą jak zwykły konsument, w szerokim tego słowa znaczeniu… oczywiście każdy musi ostatecznie być tym konsumentem, ja też nim jestem ale jak ja i wielu ludiz których znam maja więcej zasad, prócz rodziny, dużej liczby znajomych i pracy laptopów… temat rzeka. Nie zebym byl jakims naprawiwaczem świata, nie mowię co kto ma jak robić. Ale Jako osoba tez uważam wykształcona,posiadajaca wiedze dosyć spora na temat naszej rzeczywistosci i spraw, wrecz obliguje mnie żeby skomentować historie życia młodej dziewczyny, która ‘przygód w zyciu miała’, otcierała sie o różne poglądy a i tak skończyła jako produkt systemu, który na dodatek będzie ten system pogłebiał (nie pisze tu do ludzi dla ktorych emerytura to szczyt marzen, ale do kogoś kto ma wiekszy kąt widzenia, a takowy autorka widać posiadała).
Reasumująć: czucie bycie dorosłym to troszke inny aspekt, to raczej poczucie że posiada sie teraz pewna pozycje, uwarunkowaną : skonczeniem studiow, pracą (nawet nie wnikam jaką pracą), rodziną. Wszystko jest w porządku i prawidłowe, ale mnie zasmuciło porzucenie pewnych ideałów…
nie wymagam żeby koleżanka to zrozumiała, bo bedzie to cieżkie z wielu aspektów. troche choasu w tym jest, ale jak mowiłem to post do autorki, osoby wyksztalconej z pewna wiedza, ktroej historia potwierdza ze miała. bo mozna konczyc 10 studiow i burzliwe zycie, a pojecia bladego nie miec o niczym :)
Nie bije ze mnie tu jakas zazdrość czy całkowita negacja,a jedynie smutek, bo sam podobna osobą byłem jak autorka, ale nigdy nie zaneguje swoich poglądów i nie przeszkadza mi pewnych zasad jak religia, bunt przeciw agresji na kazdym kroku uzewnetrzniać, nawet jezeli kontrakt za 100 tys talarów mialby upaść przez to, bo grunt to sie otaczac i wspópracować z ludźmi majacymi szersze pojecie o nim niż głebokośc portfela i ilośc przeczytanych ‘bezuzytecznych felietonow Hołdysów’, pożal się boże piewców sztuki. na koniec: jestem bardzo szczesliwym czlowiekiem, wypelniona spora dawka radosci i pewnie tak zostanie do końca moich dni, pomimo ze bede trafial co jakis czaś na skróty z zycia ludzi,ktorzy pewne rzeczy dostrzegali a i tak stali sie tym standardowym zlepikiem wartości.
@zyczliwy:
mimo usilnych starań nie zrozumiałam Twojego komentarza, można jakoś tak bardziej po polsku?
Czytając treść Twoich przemyśleń zwróciłem uwagę na stwierdzenie : “inteligentniejszą niż nauczyciele” – ale ten cały post , cała historia kończy się właśnie jak u takich ‘nauczycieli’: maja pracę, mają dom, maja dzieci, maja fajna komórkę, mają 4 laptopy … trochę smutne,że z osoby która próbowała swoich ’sił’ na wielu frontach … na każdym poległa. No i w konsekwencji zostałaś takim właśnie ‘nauczycielem’. Reasumując nie widzę w tym nic szalonego, burzliwego, a już tym bardziej pisanie o tym z takim ‘happy endem’, w którym się kończy jako ‘produkt’ negowanego systemu (). Nie omieszkam stwierdzić że to całkiem poprawne, bo czy sie ma 12 czy 16 lat niektórzy widzą więcej niż ich rówieśnicy,25-latkowie, a tu takie ‘widzenie’ zauważam. Szkoda bo kiepski taki nauczyciel dla dwójki swoich dzieci, gdyż zmiany których się tak domagałaś, rzeczy które starałaś się negować, podważyć może zmienić tylko edukacja kolejnych pokoleń,a tak za 25 lat post podobnej treści napisze Twoja córka lub syn, lub nie napisze bo ….. jak nie wiadomo co to wystarczy wyjść na ulice i spojrzeć na pierwszego z brzegu przechodnia.
ps. apropos akapitu o ‘ukojeniu dla duszy’: skoryguje myślenie bo czasami tak trzeba:
‘co ludzie w “tym” widzą, jak to działa’
poprawnie : czego ludzie nie widzą, a jak działa to masz przykładem jest Twoja osoba :],ale do niektórych rzeczy ludzie dochodzą naprawdę długo lub wcale … byłaś na dobrej drodze i … klops, ‘głupia’ tęsknota za językiem polskim :)
Zgadzam się z Alq, że zachowuję się przeważnie jakbym była starsza, czuję się starsza. Za to panie sprzedawczynie w monopolowym czasem żądają ode mnie dowodu, co mnie bardzo raduje. Nie obrażam się ani za posądzanie o bycie starszą, ani młodszą, czuję się starzej, wyglądam młodziej.
Datrio: ależ nie, ja się cały czas zmieniam, rozwijam i chcę żeby tak zostało, człowiek, który się nie rozwija jest… no, niezbyt ciekawy :)
A ja się zgodzę i z tym, że masz góra 21, i z 30. Raz jesteś naprawdę dojrzałą kobietą, z dorosłym podejściem do życia, doświadczona, wiesz co i jak robić – ale momentami zachowujesz się jak mała dziewczynka, cieszysz się z małych rzeczy, popełniasz małe głupoty. I to jest w Tobie wyjątkowe chyba. Obyś się nie zmieniała.
A ja w przeciwieństwie do Alquany zawsze mam wrażenie, że jesteś młodsza. Lekką rączką dałabym Ci 21 lat i tylko pamięć, że wiekowo jesteś jakoś tak koło mojego brata mnie powstrzymuje.
To trochę przez wygląd (ta “drobna dziewczyna”, jak Hołdys napisał), a trochę przez… sposób bycia, wyrażania się i życia. No dobra, życia nie.
Bywasz trochę, jak ja, taką nieogarnięta blondynką, co zapomina kupić jajka i nie widzi tego, co ma pod nosem, choć na co dzień bardzo bystra z niej laska. Ta Twoja okazjonalna nieporadność zupełnie mnie rozbraja… póki w lustro nie spojrzę ;)
Szczerze? Ale tak całkiem? W życiu nie dałabym Ci 25 lat. Prędzej 30 i więcej.
Zanim się obrazisz – to wszystko przez sposób bycia, wyrażania się i życia. Taki.. dorosły? Dojrzały? Doświadczony?
To pewnie właśnie przez tą intensywnie przeżytą młodość, ja się do 40 roku zycia będe czuła jak dzieciak, lubię rozkładać sobie doświadczenie na lata i chyba za bardzo cenię sobie spokój :)
Anyway – dużo mocnych wrażeń, skoro lubisz ;D
lavinka: “zastanawiałam się tylko czy nareszcie skończę te studia,co zresztą do tej pory się nie udało”.
Nie odbieraj mi poczucia wyjątkowości! (Właśnie czekam na decyzję o przyjęciu mnie na wieczorowe. Znowu studiować, błeeee).
Oranyboskie! To ja mam w trzy lata tyle do nadrobienia? ;)
To kochanie się w amantach Ci tak do końca nie przeszło – #lecisznahouse’a, nie?
to ci mówi stara cyganka.
Dużo cierpienia przed Tobą widzę.
Pawlacz jest naprawdę piękny i bardzo, bardzo praktyczny ;)
http://www.flickr.com/photos/krolowanocy/sets/72157622734294962/
Rozbawił mnie ten “piękny nowy pawlacz”.
Jakie to ludzkie dziwne bywają żywota. Mając 25 lat zastanawiałam się tylko czy nareszcie skończę te studia,co zresztą do tej pory się nie udało…. dużo pożyłaś przez te 25 lat. Ja mam 32 i moje życie uważam, nawet na dobre się nie zaczęło. Ale może dlatego,że nigdy nie rozumiałam poezji :)