too much?

za dużo piję, za dużo palę, za mocno czuję*

Przez lata zdanie-wytrych, zdanie-klucz. Klucz do mojej pokręconej duszy? No way. Zaledwie wytrych. Pierdolę coś, pijana winem, które wydawało się ohydne, ale po schłodzeniu i zmieszaniu z wodą mineralną jest całkiem znośne.
Wino, macbook, nowa klawiatura (gdzie, do cholery jest shift, dlaczego tu nie ma białych klawiszy z czarnymi literkami, ale się podświetlają jak jest ciemno, jak zajebiście, nie ogarniam jeszcze tego touchpada, ale jest fajny)
Praca, dzieci, kurs, spotkania z T., kolacja, carpaccio, dobrze mi, sen, praca, dzieci, użeranie się z przedszkolami, oczywiście to Tomka ssie, jak to państwowe, wyrzuty sumienia, lekarz, wydatki, sukcesy Mai, moje sukcesy, moje zaangażowanie, przez nikogo nie docenione, ale chuj tam, satysfakcja, że wstałam o tej pieprzonej czwartej rano, że dałam radę, dałam radę, jak zwykle. Chomik w kołowrotku. Praca, projektowanie kuchni, zakupy przez internet, rozmowy przez telefon, dzieci, nie napisałam tekstu, kurwa, nie zdążyłam, nie dałam rady, cholera, cholera, cholera. D. przywozi mi pizzę, jemy, usypiam dzieci, oglądam House’a, zasypiam nieprzytomna, potem zasypiam w pracy, W. robi mi zdjęcie, śmieję się, robię dobrą minę do złej gry, złej, bo się panicznie boję, że może on jednak serio to wykorzysta. Inny D., dotychczas kolega-z-pracy znienacka mnie podrywa, nie chcę, nie wiem, nie mogę, dlaczego, proszę, proszę, niech to się samo rozwiąże, nie mam siły.Wino się kończy, jeszcze jeden papieros, nie chce mi się jutro do pracy, więc odwlekam jutro, co z tego, że się nie wyśpię, śpię 4 godziny i jest ok, śpię 7 godzin i zasypiam, wtf. Lady Gaga śpiewa. Tak, jestem pustą laską, słucham Lady Gagi, mam różowego laptopa, czytuję Pudla.**
Rozpaczliwie i beznadziejnie kocham się w Cloudy. I w T., ale to zupełnie inne historie.
Tak, nauczę się w końcu jeździć, przełamię strach, będę się kulturalnie przemieszczać samochodem. Będę świetną matką, pracownikiem, kobietą, Polką, matką, żoną i kochanką, utrzymanką. Będę chodzić na fitness, jeść marchewki, uśmiechać się, mieć czas, być dla, być z, być w, być… sobą?
Oby.

Uczę się, jestem uczona. Będzie dobrze.
Telewizor gra bez głosu, po co mi on, po co mi te twarze, widać potrzebne, albo nie chce mi się pyknąć jednego guziczka na pilocie.
Dobranoc.
(Oczywiście, jutro spojrzę, co za głupoty, jak ja mogłam, grafomanka jedna, co ja sobie myślałam)***

* wiem, banał
** tak trochę Proustowski strumień świadomości mode
*** tak, użalanie się nad soba i faza „biedny koteczek”

miau. dobranoc.

Komentarze (3) do “too much?”

Zostaw komentarz