Chude żyrafy i wieloryby
Ostatnio z kilku miejsc słyszę że nadchodzi „koniec ery anorektycznych modelek.” Że czas na zaokrąglone ciałka, normalne kobiety, seksowne fałdki, koniec z modelkami, które mają tylko skórę i kości i ubrania na nich wiszą.
I pewnie znów mi się dostanie, jak za pierwszą notkę na tym blogu, o podobnej tematyce, ale ja jestem sceptyczna.
Po pierwsze, o tym „końcu ery anorektycznych wieszaków” słyszę od dobrych kilku lat, a jakoś nie widuję na pokazach tych ‘krągłych”.
Po drugie wielcy projektanci, modelki, wybieg, haute couture – to wszystko jest taki trochę inny świat. Bajkowy. Bogaty. Piękny. Nie oczekujemy na wybiegach „dziewczyn z sąsiedztwa”, oczekujemy odstrzelonych lasek, nierealnie wręcz wysokich, smukłych, wymalowanych i uczesanych tak, jak same nigdy nie wyglądamy na co dzień. To jest bajka, to jest magia, to jest coś nierealnego, miłe dla oka oderwanie się od rzeczywistości.
Nigdy nie chciałam być modelką, nigdy się nie odchudzałam. Nigdy nie przeżywałam zazdrości, patrząc na laski z wybiegów. Jestem szczupła, ale bardzo niska, więc i tak nie miałabym szans. Bynajmniej mnie to nie smuci, ciężka fizyczna praca w sumie. I tylko na kilka (naście) lat życia.
I chcę dalej cieszyć oko tą bajką, tymi niewiarygodnie zgrabnymi dziewczynami z nogami do szyi. Bo nie mam kompleksów, bo wiem że to maleńki odsetek kobiet, że trudno jest tak wyglądać, że to wiele godzin ćwiczeń, diet, makijażu, itd., itp.
A w tym „zwykłym” świecie jest pełno pięknych dziewczyn, którymi się mężczyźni interesują, które kochają, podziwiają, cenią. W czym więc problem?
Przy okazji: czy określenie „żyrafy” wydaje się wam pogardliwe? Użyłam go, w określeniu modelek w trakcie dyskusji gdzie indziej i zaraz ktoś uznał że to „wysoce niekulturalne”. Och, och. „Wieszak” można, ale „żyrafa” już nie? Interesting.
IMO jak we wszystkim trzeba umiaru, szczuple modelki są OK, chude – moze nie bardzo.
Ostatnio widzialam dziewczyne, ktorej z dekoltu sterczaly zebra, na ulicy – dziewczyne, ktora miala przy moim wzroscie (168) udo grubosci mojego przedramienia (jakies 25 cm obwodu).
Widac jej bylo wszystkie stawy, w postaci bulw. IMO nie wygladalo to ladnie – skojarzenia z wyglodzonymi trupami z Oswiecimia nasuwaly sie same.
Z drugiej strony panie pokroju Venus z Willendorfu tez sa pewna przesada.
Naprawde fajnie wyglada kilka kobiet, z ktorymi hasam na silowni – zgrabne, umiesnione ale bez przesady – naprawde fajnie wygladaja.
Co do wybiegow – preferowane sa chudzielce (bo sa daleko za granica slowa ’szczuple’), bo na takie latwo sie szyje, nie ma biustu czy bioder, ktore trzeba by uwzglednic.
@chryzantema – generalnie w Japonii kobiety (poza tymi z mang i anime) sa szczuple i androgyniczne w budowie, a europejki – biodrzaste i biusciaste).
@Kati – ja tam jestem kobieta prosta, jak wino proste i uwazam, jak sie ktos chce przyodziac w cos, w czym wyglada tak sobie – to jest to jego przyrodzone prawo.
Jak sie dziewoja moich gabarytow wbije w rurki, wyplywajac z nich jak muffinek – jej broszka.
Tak samo jak jest to broszka panny w rozmiarze zero w bawarskiej kiecy, precyzyjnie podkreslajacej brak piersi i bioder lub w obwisajacych smetnie legginsach. :P
Luca: “Bariera nie do przeskoczenia” – i w mainstreamie raczej się tego nie przeskoczy. Ok, będą eksperymenty z “puszystymi modelkami”, “starymi modelkami” i inne pierdółki (jak reklamówki Dove z niesamowicie precyzyjnie dobranymi dziewczynami – tak, by wygladały “zwyczajnie i naturalnie”, ale bez przesady) – ale to wszystko raczej odpryski jakichś przejściowych mód.
Ja tu widzę większe pole do popisu dla Internetu, amatorów, jakichś nisz modowych, artystycznych, wizualnych itp. Mniej (lub w ogóle) kasy, więc mniej ryzyka, mniejsza publiczność więc łatwiej pokazać jakieś mniej typowe piękno “nie dla wszystkich”.
Pewnie zresztą już się to od dawna dzieje, tylko ja jak zwykle o tym nie wiem i teoretyzuję z fotela. ;-)
@lavinka: ja nie twierdze przecież, że przy naborze modelek bierze się pod uwagę tylko wagę i wzrost. Ale są bariera nie do przekroczenia, a to źle.
@marcel: nieprawda, że proporcje nie zależą od kobiety. Oczywiście nikt nie zrobi sobie nowego ciała, ale każdy może ćwiczyć, ruszać się – a prawidłowo umięśnione ciało ma od razu lepsze proporcje.
I kto to mówi, ech. Ja też muszę się wziąć za moje dwa kilo na brzuszku ;)
Hm, obiecałem coś wpisać, ale mam wrażenie, że mogę głównie podpisać się pod tym, co piszą inne współkomentatorki. ;-)
Zgadzam się w 100% z określeniem przez Królową Wielkiego Świata wybiegów jako bajki – z mojego punktu widzenia to coś równie nierealnego jak np. pokazy kulturystów (jakby ktoś nie wiedział, przypominam: tak rozbudowane, wystające mięśnie służą wyłącznie estetyce, nie są świadectwem rekordowej siły, chociaż ci ludzie nie są oczywiście słabeuszami).
I póki jest to bajka, to ciężko się do czegokolwiek przyczepić – nie podoba mi się, to nie oglądam i tyle.
Myślę, że największe protesty wywołuje narzucanie takiego modelu jako ideału zdrowia (a potem się dziewczyny przewracają na wybiegach z głodu i nadmiaru kokainy…). Póki to nierealna bajka – ciężko się przejmować. Natomiast wszechobecność mediów w naszym życiu powoduje, że kobiety wyjątkowe i wręcz nienaturalne (nienaturalne bez negatywnej konotacji) stają się “normalnymi”, kobiety “normalne”, zwyczajnie ładne robią się brzydkie i… w rezultacie mamy w XXI najpiękniesze i najbardziej zadbane kobiety, w porównaniu do poprzednich stuleci – i najbardziej zakompleksione.
Skutek: ciągłe narzekanie na “fotoszopa”, “wieszaki” i “anorektyczne brzydactwa”. I pojawiające się co jakiś czas ruchy będące powrotem do dawnych, lepszych czasów (kolejna bajka), gdy kobiety były pełniejsze, mężczyźni bardziej barczyści i owłosieni, trawa zieleńsza itd.
Oczywiście do tamtych czasów jako zbiorowość nie powrócimy. Będą pojawiały się (bardzo przeze mnie lubiane, bo buntownik jestem) różne ruchy retro, obrony Prawdziwych Kobiety i Mężczyzn itp. Kultura pop od czasu do czasu wykorzysta tę niszę i a to rzuci plakatem z mężczyzną włochatym na klacie lub zrobi sesję z bujniejszą kształtach dziewczyną. Oczywiście prawdziwej rewolucji już nie będzie. :->
Nie obraża, tylko pokazuje palcem Twoje niepotrzebne 2 kilogramy :)
No za to ją kocham… Nie obraża się, gdy pokazuję palcem te 2 niepotrzebne kilogramy. Tylko obiecuje , że pójdzie na pilates ;-)
/naprawde to napisalem?/
O, nieprawda z tym niezauważaniem, mój zauważył że mi brzuszka przybyło i mnie zachęca do ćwiczeń ;)
Wrzucę swoje cztery grosze. Bardzo chciałbym umieć się zachwycić chodzącymi 120kg kobiecego ciała w obcisłych leginsach i prezentujących swoje pośladeczki. Przykro mi nie potrafię, odrzuca mnie. Chodzące, długie 35 kg, też nie zachwyca i nie powala.
Myślę sobie, jedno to proporcje, ale to w małym stopniu zależne od kobiety, wszelkiego rodzaju diety (nie wierzę w to badziewie) to świetny pomysł na biznes na kobiecych kompleksach, wmówionych kompleksach obrazem (reklamy, modelki, aktorki) i słowem (kobieca prasa ciągle krzyczy jak pięknie wyglądać w bikini – trzeba być wieszakiem – nieprawda! i po każdym świętowaniu mamy wysyp artykułów pod tytułem “jak rozgrzeszyć święta”) Drugie myślę nie mniej ważne to umiejętność dobrania stroju do tych liczb. A trzecie najważniejsze to akceptacja. Jeśli Ty nie akceptujesz tego jak wyglądasz, jakie masz ciało, to kto to zrobi za Ciebie? Wierz mi dieta tego nie zrobi. Chłopak nie zauwazy że masz 2kg mniej, albo że obwód w pasie zmalał o 5cm. Tak samo facet nie zobaczy że przybrałaś po świętach dwa kg, (no chyba że poszło Ci w piersi :P )
Bardziej zaokrąglone kobiety bardzo chętnie. Jako nowy trend, nie jakiś zamiennik czy standard. Wolałbym jednak bez określeń typu “wieszak”, ponieważ to obraża. Podobnie jak sugestie iż jest to nienormalne lub nie jest seksowne. Każdy jest inny.
Może to dziwne ale kompleksów wśród “modelek” też nie brakuje. Nie mam tu na myśli wagi itp, bo to sprawy zawodowe jeśli już, tylko zwyczajne kobiece. Obawy że jest się za chudym, że ma się “krzywe” nogi, “za małe” piersi, nie taką pupę… a pozatym UFO i fajnie byłoby wyglądać bardziej “normalnie”. To ludzkie ale niepotrzebne imho, podobnie w drugą stronę. Niech każdy będzie najlepszym sobą, inaczej ktoś kto go szuka może go przegapić ;)
Czy określenie “żyrafa” jest obraźliwe? Z perspektywy żyrafy powiem,że niestety tak. To znaczy, nie samo słowo,ale ludzie którzy w ten sposób się wyrażają-nie robią tego by pochwalić. To negatywne sformułowanie. Z tymi dietami u modelek to też przesada. Większość jest szczupła z natury. Kiedy zostają modelkami, zazwyczaj mają 14lat. A często mniej. Wysokie dziewczyny w tym wieku zawsze są chude(no,może poza paroma wyjątkami). Dieta pojawia się,gdy przekraczają próg 25lat i naturalnie nabierają ciała. A że konkurencja w interesie, to i dieta się pojawia.
Zresztą wzrost i waga to nie wszystko. Liczy się fotogenicznośc, proporcje ciała, duże oczy, dobra cera… ale ludzie o tym na co dzień zapominają…
Jak to wygląda w moim życiu? Kiepsko. Ludzie się czepiają. Nigdy nie miałam przyjaciółki. Zawsze u dziewczyn wzbudzałam zawiść, mimo że pies z kulawą nogą (mówię o facetach) się za mną nie obejrzał. Myślę,że właśnie przez podobieństwo do modelek nie mam zbyt wielu przyjaciół. Zresztą nie ja jedna,mam wrażenie. Trudno.
Z ubraniami niestety masakra. To nieprawda,że w sklepach są ciuchy tylko na chude dziewczyny. Właściwie tylko w sklepach dla nastolatek. Od lat ubieram się tylko tam, bo w zwykłych sklepach rozmiarówka co prawda zaczyna się od 36 ale wg tych ciuchów to ja chyba mam 32. Firmy odzieżowe oszukują po prostu. Wymiarowo jestem między 36 do 38,ale to co w sklepie wisi na metce 38… jest za szerokie o kilka centymetrów. Spodnie na długość moich nóg też dopiero od paru lat mogę na siebie dostać. Kiedyś musiałam nosić za szerokie. Po prostu nie produkowano takich. Szczęście,że młodsze pokolenie jest nieco wyższe i się jakoś załapuję(moje nogi nie są aż tak długie).
A co myślę o wybiegach? Wiszą mi. Dla mnie kobiety są po prostu różne. I powinno się to uwzględniać. Szczupłej osobie będzie ładniej w czym innym, grubszej w czym innym. Uśrednianie na siłę obu stron do jedynego_słusznego_modelu to Zuo.
A w ogole to okreslenie “zyrafa” u mnie uzywano do osob z dlugimi szyjami :p i tak niezbyt pejoratywnie :)
Ja nie jestem ani chuda ani gruba, nie mam tez wielkich cyckow czy tylka, a mam cholerny problem, zeby dostac na siebie sukienke czy spodnie, bo w sklepach ciuchy sa na dziewczyny, ktore prawie nie maja biustu, biodra jak facet i tylek plaski. Ubrania w sklepach zupelnie nie odpowiadaja rzeczywistym ksztaltom przecietnej kobiety i to mnie naprawde wkurza :/
Tak, ja też uważam, ze to wielka niesprawiedliwość i tak samo ja Chryzantema wielokrotnie myślałam o tym, ze jeśli na “chuda” odpowiem: “gruba”, to przecież uznają mnie natychmiast za chama. I nawet teraz mi głupio pisać o grubych, ze grube, tak jak nie znoszę nazywania chudą. W dodatku nie jest to związane z kompleksami, lubię swoją figurę i podobają mi się szczupłe dziewczyny.
I też chcę mieć prawo do nazywania “kobiecą”, o.
@oshin
Reklamy w ogóle są irytujące, ale to w sumie temat na osobną dyskusję, chociaż zastanawiam się o reklamach czego mówisz w tym momencie? Bo mi się wydaje, że raczej dominują reklamy na których kobiety są przedstawiane jako brzydkie, smutne, raczej otyłe gospodynie domowe, które natychmiast robią się szczęśliwe jak Mądry Pan doradzi im odpowiedni proszek do prania lub płyn do mycia podłóg, modelek za dużo w reklamach nie widzę, przynajmniej przed programami, które oglądam :)
@chryzantema
O tej różnicy w “nazewnictwie” i obrażaniu chudych była już rozmowa http://krolowanocy.bzzz.pl/2009/chude-jest-piekne/ – popieram w całej rozciągłości, jak byłam w podstawówce byłam przez panie ze świetlicy czule nazywana “szczupaczkiem”, a jakoś nikt nie mówił “grubasku” do zaokrąglonych dziewczynek, potem wiele lat “jaka ty jesteś chuda, ty coś w ogóle jesz?!” – także problem znam, jest to wielka niesprawiedliwość.
to ja się wypowiem z drugiej strony, gdyż jestem wysoka i chuda, a na dodatek przez kilka lat pracowałam jako modelka.
określenie “żyrafa” nie wydaje mi się obraźliwe, “wieszak” jest moim zdaniem bardzo pogardliwe, tak na poziomie “spaślaka”. zauważmy jednak, że istnieje społeczne przyzwolenie na krytykę ludzi chudych, nazywanie ich wieszakami, anorektykami, kościotrupami itp. jednocześnie określenia takie jak grubas, tłuścioch, spaślak i inne są uważane za przejaw chamstwa. wyobrażacie sobie nagłówki “koniec ery bambarył?”. tak samo nie zliczę, ile razy słyszałam “o rany, ale jesteś chuda!” – a jednocześnie, gdybym się odwinęła stwierdzeniem “ale jesteś gruba!” od razu przylgnęłaby do mnie etykietka zupełnego buca.
tyle na temat “promowania” chudych.
co do “zmasowanego ataku” – widzę wręcz zupełnie odwrotną tendencję, spójrzmy chociaż na reklamę Dove, w której pokazują często kobiety Z NADWAGĄ (tak, tak) i nazywają to “prawdziwym pięknem”. czyli prawdziwe piękno to ileś kilogramów zbyt wiele? prawdziwe piękno to nadwaga sprzyjająca wielu chorobom? i dlaczego ja, z moim BMI poniżej normy, nie jestem “prawdziwie piękna i kobieca”?
jeśli chodzi o rzekome odchodzenie od “anorektycznych modelek” – też słyszę o tym od lat i nic z tego nie wynika. o ile w niektórych krajach, takich jak Polska czy Turcja, rynek woli troszkę bardziej zaokrąglone dziewczyny, to w Azji, gdzie można zarobić naprawdę duże pieniądze (zwłaszcza w Japonii) poszukiwane są dziewczyny o wręcz dziecięcych kształtach i buziach. i istnieje ogromny nacisk, by dziewczyny były bardzo chude i nie tyły (w kontrakcie jest zapisane, że podczas pobytu modelka nie może zmienić swoich wymiarów o więcej niż 1cm…). o ile w wielu wypadkach jest to proste, bo modelki mają po 15-16-17 lat (ogromny problem tego światka, ale temat na inną dyskusję) i świetną przemianę materii, o tyle starsze dziewczyny muszą już się postarać, by zachować figurę. zazwyczaj te “starania” to odmawianie sobie jedzenia. nie anoreksja, nie mylmy takiego zachowania z poważnym zaburzeniem psychicznym, ale jednak. tak więc na wybiegach wciąż będą maszerować zachudzone dziewczyny, bo to im się zwyczajnie OPŁACA.
Ja myślę, że ta “bajka” nie powinna być sponsorowana przez dziewczęta o wzroście 180 cm, a ważące 45 kg, wiecznie głodne i zmęczone. One powinny być piękne, ale po pierwsze, nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba, a po drugie, rzecz leży raczej w proporcjach. Jedna jest malutka i szczuplutka, jak np. Ty i moja siostra, druga duża, ale obie jeśli są proporcjonalnie zbudowane, budzą zachwyt.
Jest postęp, od czasów Twiggy powoli, bardzo powoli, ale jednak tyją nam te modelki. Idealnie by było, gdyby zniesiono takie ograniczenia, jak wzrost i waga przy dobieraniu modelek, a po prostu zwracano uwagę na ich ogólny wygląd. Ale w takie cuda, niestety, nie wierze.
Alquana poruszyla powazny problem- niektóre ciuchy w sklepach nie powinny byc szyte powyżej rozmiaru 40 lub 42, bo kobiety będą w nich wyglądać koszmarnie (vide: dzinsy rurki).
Jak dla mnie modelki plus size to kolejny kaprys projektantów: każdy je pokaże żeby nie być oskarżonym o dyskryminację i na tym będzie koniec. Tak samo jak gazety robiły sesje “no makeup” lub “no retouch”, to zrobią jedną sesję “plus size” i powrócą do chudzinek.
I kto ma szyć na te modelki w rozmiarach >42, toż to koszty materiału są, laboga! ;]
Wiesz, moim zdaniem nawet nie chodzi o bajkę. Dużo kobiet ogląda pokazy mody i fotografie w gazetach i z nich czerpie wzór i inspirację ubierania się (bo nie każdy ma to we krwi lub genach, nie oszukujmy się). Pół biedy jeśli ze szczupłych modelek wzór czerpią szczupłe dziewczyny, ale na większe ciało często nie pasuje taki a nie inny zestaw, materiał, krój. Skąd więc puszyste mają brać wzory modnych, seksownych ciuchów, by nie musieć ubierać się w worki, by nie wyglądać jak, excuse le mot, salceson?
Nie zgadzam się z “końcem ery wieszaków”, ale wieloryby też muszą mieć swoje miejsce w świecie mody.
A żyrafa to chyba do ludzi wysokich niż chudych i wydaje mi się obraźliwe raczej na poziomie mówienia do rudych “wiewiórki”, ot, porównanie.
Na wybiegach mogą chodzić nawet prawdziwe żyrafy, jak dla mnie.
Ale w reklamach zwyczajnych mię to drażni i nie dlatego, że mam kompleksy, bo kompleksy mam nawet patrząc na okrągłe kobiety ;> (wiem, wiem, przegrałam życie) ale dlatego, że to już jest wtedy zmasowany atak, który ma mało wspólnego z wspominaną przez Ciebie bajką. Atak, który nieśmiało sobie puka i w końcu dochodzi do wspomnianych wyżej pomysłów, że miły i radosny grubas z buzią pełną czekolady na pewno przegrał życie.