Eksperyment kulinarny nr 2 czyli makaron z sosem serowym
Od dawna mnie kusił ten przepis. Kusił, kusił, jednak bałam się bardzo tego sera z niebieską pleśnią, bardzo długo się przekonywałam do spróbowania choćby niewinnego camemberta w stylu serka „Sekret mnicha”, a co dopiero takiego czegoś. Wreszcie kupiłam trójkącik Lazura, zerkając co chwilę na laptopa z otwartym przepisem sporządziłam potrawę, ostrożnie spróbowałam… i pożarłam ze smakiem. Moja dwuletnia córka zwabiona zapachem przyszła i wysępiła trochę i również była bardzo zadowolona.
Rozpisywać się nie będę – przepis u Alquany, warto zrobić.
Ja użyłam serka topionego z czosnkiem, taki akurat miałam, on również odrobinę smaku dodał. Śmietanę wzięłam 10%, też dlatego że tylko taka była „na stanie”. Nie miałam problemu z groźbą przypalenia się sosu, może przez to, że zrobiłam go w takim sprytnym rondelku z Ikei, zrobionego z aluminium pokrytego teflonem, w którym trudno cokolwiek przypalić, za to wszystko się bardzo ładnie i powoli topi. Sosik rzeczywiście rewelacyjnie oblepia makaron, nic nie kapie przy jedzeniu, a poza tym, jest to niesamowicie sycące, zjadłam małą porcję, z której jeszcze część mi podjadła córka, a najadłam się po uszy.
Bardzo polecam, szybkie i smaczne.

Ja szaleję za tym przepisem, jest naprawdę super. Cieszę się, ze si.ę przekonałaś :)
przypomniałaś mi, jak dawno nie wrzucałam przepisów na swój blog kulinarny… aż mi wstyd ;)