Archiwa tagu ‘metro’
Warszawa i ja
Lubię to miasto. Lubię iść peronem metra i widzieć z jednej strony odjeżdżający pociąg, z którego wysiadłam, a z drugiej ten, który jedzie tam, skąd przyjechałam. Lubię hałas, jaki tworzą odjeżdżając.
Wracam późnym wieczorem ze spotkania przy piwie ze znajomymi, jest ciepło, jest dobrze, jest bezpiecznie. To jest moje miasto, moje tereny, znam skróty, wiem skąd jeżdżą nocne, do której jeździ metro i tramwaje, wiem ile czasu zajmie mi droga do domu. Idę sama, w lekkiej sukience i czuję się bezpiecznie. Bo jestem u siebie. Bo tu się urodziłam, tu się wychowałam, tu mieszkam i pracuję – jestem stąd. Jestem autochtonem. („Tubylec” brzmi jakoś dziwnie, nie jestem kimś, kto bywa, jestem kimś, kto jest).
Metro ze świstem odjeżdża, ja wjeżdżam schodami ruchomymi na powierzchnię, wychodzę, zaciągam się nocnym powietrzem, patrzę na Pałac Kultury, na którym jaśnieje już tylko zegar i światełko dla samolotów, bo inne światła są zgaszone. Co jest dla mnie tylko wyznacznikiem tego, jak późno jest. Znajome neony i znajome godziny ich gaszenia. Znajome ulice i bramy. Cykl zapalania się i gaśnięcia pomarańczowego światła w banku na dole bloku, wzdłuż którego muszę przejść, żeby dotrzeć do swojej bramy. I szum maszyny polewającej rozpalone upałem ulice mojego miasta. Miasto, masa, maszyna.
Mam to miasto we krwi, ono ma w sobie moją krew. Dobranoc, Warszawo.
Gdyby kózka nie skakała…
Nie, spokojnie, nic nie złamałam. Ale opisuję ku przestrodze, bo okazało się, jak opowiadałam swoją historię znajomym, że sporo osób nie wie, że to jest karalne. Cóż takiego? Otóż karalne, nielegalne i niewłaściwie jest przeskakiwanie przez bramki w metrze. Oraz przechodzenie dołem. Oraz przejście bramką dla wychodzących, celem wejścia. Ogólnie każde przekroczenie bramki w metrze inaczej, niż przez przytknięcie karty/włożenie biletu i pchnięcie barierki jest niedozwolone. I można zostać za to ukaranym, jako mi i kumplowi się przydarzyło.
Poszliśmy sobie do kina, wracaliśmy metrem, wchodzimy i mi się nie chciało wyciągać z torebki portfela z kartą, więc beztrosko przeskoczyłam bramkę. Kumpel zaś przeszedł przez tą dla wychodzących i ledwo spojrzał na peron, powiedział:
- Oho, policja, mamy problem.
Zdziwiłam się, bo jaki problem, skoro przecież mam kartę, działającą, pokażę ją i nie będzie sprawy. Ale myliłam się głęboko, państwa policjantów w sumie nie interesowało w ogóle czy mam bilet czy nie, ich interesowało tylko to, że „pokonałam bramkę w metrze w sposób nieprawidłowy”. I poinformowali mnie, że mogę przyjąć mandat w wysokości 20 złotych, albo nie przyjąć i wtedy skierują sprawę do sądu grodzkiego. Cóż, jako że przedstawili mi podstawę prawną (art 54 KW) nie zamierzałam się kłócić, mandat grzecznie przyjęłam, nawet chciałam go zapłacić od na miejscu, ale okazało się, że nie można tak, trzeba przelewem. Mój znajomy oczywiście też dostał taki mandat. W sumie była to bardzo zabawna historia – 20 złotych to nie jest kwota, która by mnie zdenerwowała, bardziej byłam po prostu szczerze zaskoczona, że za coś takiego można zostać ukaranym. Mój pierwszy mandat w życiu, wzrusz.
Także pamiętajcie drogie dzieci: uważajcie na bramki w metrze, jeśli gdzieś w pobliżu stoi policja i was widzi – nie przeskakujcie, nie prześlizgujcie się dołem, przejdźcie prawidłowo. Bo 20 złotych nie majątek, ale i piechotą nie chodzi, nie mówiąc już o tym, że traci się czas czekając na wypisanie go.
A oto i rzeczony: