Archiwa tagu ‘prasówka’
Dwa diametralnie różne wieczory
Dostałam od kolegi wejściówkę dla dwóch osób do klubu „Maska” na „Ladies night”. Darmowe drinki, pokaz tańca, takie tam. Jasne, idę. Zgarnęłam Lucę, poszłyśmy i wynudziłyśmy się okropnie. Towarzystwo w klubie sztywne, wylansowane panienki, drętwi faceci, muzyka beznadziejna, darmowych drinków nie uświadczyłyśmy, po półtorej godzinie wyszłyśmy z lekkim niesmakiem. Jedyne, co było tam fajne, to pokaz Diora sprzed lat, który leciał na telewizorze z Fashion TV. I powrót, kiedy to przed metrem Centrum Luca kupiła mi bukiecik konwalii, zaśpiewał słowik, przez chwilę zrobiło się magicznie.
Za to następna noc, to Noc Muzeów. Niby nie planowałam wzięcia udziału, ale jak zobaczyłam, że Re:Praga, na którą się wybieram, to część tego, to zapisałam sobie kilka innych adresów. Zapuściłam sobie zapętlony kawałek Davida Guetty i ruszyłam w miasto. Najpierw koncert L.U.C.a w Centrum Edukacyjnym IPN przy Marszałkowskiej – bardzo zacne. Potem pojechałam do Muzeum Etnograficznego, gdzie najpierw opisałam swój sen i dorzuciłam do interaktywnej wystawy „Sennik: dekoder snów”, a potem dość nieufnie weszłam na „Ludowe obrzędy doroczne” – nazwa brzmiała nudno, ale wystawa okazała się świetna, wielkie słomiane niedźwiedzie zapustne, kolorowe Marzanny, maski diabłów… 
Stamtąd chciałam iść do Zachęty, ale dowiedziałam się, że jest długa kolejka, więc wskoczyłam w autobus, dojechałam do ronda De Gaulle’a, tam napadłam na Empik Cafe, z kawą wsiadłam do tramwaju, którym jechali znajomi, pojechaliśmy na Pragę, do fabryki wódek „Koneser” na imprezę Re:Praga. A tam był wielki plac, a na nim mnóstwo kontenerów, w każdym co innego – mini kino, podwodny świat, drinki, muzyka, kolorowe kwiaty, wiatraczki, stał też samolot, był labirynt, na ścianie kamienicy filmy z rzutnika, kolorowe lampki choinkowe, „polowy ośrodek pomocy wszelakiej”, z wielkim pluszowym królikiem przytulającym wszystkich, leżaki na środku placu. Ogólnie jedna wielka impreza z bardzo pozytywnym klimatem. Spotkaliśmy innych znajomych, mieliśmy iść na domówkę do jednej dziewczyny, ale ostatecznie grupa okazała się tak niezorganizowana i powolna, że na przystanku się odłączyliśmy i wskoczyliśmy w ostatni muzealny tramwaj na lewą stronę Warszawy. Tramwaj był wspaniały, na początku przywitał nas konduktor, dał bilety, ruszyliśmy, to z głośników popłynęły stare warszawskie piosenki, przerywane komunikatami konduktora, żebyśmy się ścieśnili, bo sporo ludzi będzie wsiadać, albo żeby dziewczyny uważały na obcasy, bo w drewnianej podłodze tramwaju są szpary :)
Był straszny tłok, było bardzo wesoło, beztrosko i nastrojowo. Wysiadłam na Bankowym i metrem wróciłam do domu. Z zaplanowanych 6 rzeczy zwiedziłam połowę, spodziewałam się tego, więc nie żałuję. Świetna zabawa, za rok poproszę to samo.
Tu więcej zdjęć i tu jeszcze relacja TVN Warszawa, z moim zdjęciem ;)
„I nie opuszczę Cię aż do śmierci”
Artykuł o współczesnych konwencjach ślubno weselnych – głównie o fotografii weselnej.
I obszerny cytat:
Wiele par znudziła tradycyjna romantyczność. Chcą landrynki pikantnej.
Karolina Dudek: – Po 2000 r. pojawiły się sesje „trash the dress” z niszczeniem sukni – taplanie się w morzu, w żwirze, w błocie, bieganie po fabrykach.
Sławomir Sikora: – W dawnym rytuale ślub oznaczał rozstanie panny młodej z rodziną. Dlatego w pieśniach weselnych pojawiał się motyw płaczu, śmierci.
Wpis w blogu grupy weselnych fotografów: „ »Trash the dress « już nam nie wystarcza, zapragnęliśmy czegoś nowego. Tak powstały sesje ślubne »kill the bride «”.
Panna młoda nieżywa, wciśnięta do bagażnika. Pan młody z łopatą.
Pan młody z nożem. Panna młoda na podłodze prosektorium.
I to był fragment, po którym dalszą część tekstu przeczytałam tylko po to, żeby doczytać do końca. Bo w zasadzie przestało mnie interesować co dalej. Z nożem ? W bagażniku?? Nieżywa? Wyraz, kurwa, miłości?! Nie, ja tego nie ogarniam, to dla mnie za dużo. Nie nadążam za tym światem. Taka sesja nawet nie z okazji ślubu wywołuje moje zdziwienie. Ale jako sesja po ślubie, na którym się przysięga – i nie opuszczę Cię aż do śmierci?
Ślub to wyraz miłości. Miłość zwycięża śmierć. Znów posłużę się cytatem:
Miłość niczego więc nie żąda od drugiego, poza owym pragnieniem utrwalenia jego istnienia. Wyznawać drugiemu miłość to znaczy właściwie mówić mu tylko jedno słowo: „bądź”. „Bądź” na wieczność. Miłość, wychodząc od odkrycia istnienia drugiego: „ty jesteś”, zamienia je w życzenie, które jest wyznaniem miłości: „bądź”.
Lecz właśnie temu „bądź” kładzie kres śmierć. Doświadcza się jej tym bardziej, im bardziej intensywnie doświadcza się owego pragnienia, by drugi istniał na wieczność. W łonie doświadczenia miłości, i to od samego jego początku, pojawia się więc lęk przed utratą drugiego. Nie tyle przed jego zdradą, ile przed ostatecznym zagarnięciem go przez śmierć. Miłość dna jest od samego początku wraz z tym lękiem i może być także za jego cenę.
Miłość i śmierć toczą więc ze sobą walkę. Obie usiłują zapanować nad istnieniem ukochanego. Miłość jednak wierzy w istnienie wiecznego trwania. Pisał Gabriel Marcel” „Ukochać jakąś istotę – mówi jedna z moich postaci – to powiedzieć: ty nie umrzesz?”. Czy miłość i śmierć są jednak tylko wrogimi mocami, skoro bez śmierci nie moglibyśmy wyznać miłość, tego „bądź” na wieczność, a bez miłości nie mielibyśmy nadziei na pokonanie progu śmierci?
(Tadeusz Gadacz „O umiejętności życia”)
Tyle za komentarz.
chuj ci na imię
12 września na koncercie w ramach „Winobrania 2009”, święta Zielonej Góry podczas koncertu rapera Pei jeden z „fanów” przez cały czas występu muzyka pokazywał w jego kierunku środkowy palec. To wyraźnie zdenerwowało Ryszarda Andrzejewskiego (prawdziwe nazwisko Pei). Raper rzucił w kierunku mężczyzny obraźliwą wiązankę, a później zawołał do tłumu: „wiecie, co macie robić, rozj…w chu..”. Po tych słowach zebrani na koncercie wielbiciele twórczości poznańskiego rapera rzucili się na człowieka, który zdenerwował ich idola. Peja przyglądał się wszystkiemu ze sceny i krzyczał dalej: „tak kończą frajerzy”. By dodatkowo podgrzać agresorów raper zapewniał: „wszystko na mój koszt”.
- Trafiony zatopiony, ty. Dobra jedziemy, wiecie co z nim robić, nie, panowie? -- Tego faka to ci kur… zaraz połamię, bo przez cały koncert pokazujesz. Zaraz tam zejdę i jak ci kur… wpie… to się zesrasz ty cioto. Wszyscy patrzcie na tego frajera. Jeb.. go kur… -dodał. Już po chwili zgromadzony na koncercie tłum za namową rapera skanduje „chu.. ci na imię”.
- Wiecie co z nim robić, rozj… w ch.. . Gdy tłum aczął bić tego człowieka, raper krzyczał „wypier… ty ku…” i dodał, że Peja nie jest z tych, co odpuszczają. – Jestem tylko kur… śpiewakiem estradowym, pamiętaj jesteś rozjeb… w pi… – dodał.
http://www.tvn24.pl/12690,1619531,0,1,peja-wiecie–co-robic-tlum-rzucil-sie-na-widza,wiadomosc.html
i
http://www.tvn24.pl/28385,1619675,,,trzy-minuty-bluzgow–a-potem-zostawcie-tego-frajera,wiadomosc.html
„Rozjebać w chuj”. Tak po prostu, tak wołał człowiek, który z racji tego, że sporo ludzi uwielbia jego muzykę, ma władzę nad „rządem dusz”. Gdyby po 3 minutach podżegania nie powiedział „Dobra chłopczyny zostawcie tego frajera” to jego fani mogli zatłuc tego 15-latka na śmierć.
Nie wiem, co ma na celu przychodzenie na koncert i pokazywanie faka. Nie znam się na subkulturze hip hopowców. Ale wiem, że na koncertach jest ochrona. I skoro ktoś denerwował muzyka, prowokował, to należało zawołać tę właśnie ochronę, żeby chłopca z palcem środkowym wyprowadziła.
A tu samosąd. Lincz. Jakiś matriks dla mnie. I jeszcze Liroy, który w „Faktach po faktach” w TVN 24 broni Pei i twierdzi, że jego agresja była usprawiedliwiona, bo sprowokowana. No taaak, kobieta idzie w krótkiej spódniczce i z dużym dekoltem, więc gwałt jest usprawiedliwiony (bo suka prowokowała), dziecko ryczało i ryczało, więc ojciec, który nim rzucił o ścianę jest usprawiedliwiony (bo mnie gówniarz zdenerwował), muzyk, który kazał rozjebać nastolatka jest usprawiedliwiony, bo tamten go denerwował.
Oczywiście że zachowanie gówniarza nie było w porządku, ale właśnie od tego ochrona.
A jeśli ktoś nie potrafi opanować nerwów i zamiast pomyśleć, reaguje prymitywnym odruchem (on mi, to ja jemu) to nie powinien może występować na scenie? Hmm?
Choć na ogół gdy TVN 24 cały dzień zajmuje się jednym tematem, czuję się znużona i zirytowana, tym razem uważam że bardzo dobrze, że sprawa została tak nagłośniona. Bo to jest coś skandalicznego. W głowie się nie mieści.
Tak na początek
Wyślij kosmitom swoje przesłanie:
Twórcy witryny Hello From Earth będą zbierać wiadomości od Ziemian, by przesłać je na planetę Gliese 581d, w nadziei na nawiązanie kontaktu z obcymi. Wiadomość może przesłać każdy, z każdego miejsca na Ziemi. Ale musi być krótka – mieć maksymalnie 160 znaków. /…/ Tamasin z Australii polecił to, co na Ziemi najlepsze. -
Jeśli przyjedziecie na Ziemię, poznajcie: muzykę, plażę, lody, rodzinę, miłość, uściski, taniec, ser, trampoliny, przyjaźń, książki i marzenia. To tak na początek.
Tak jakoś mi się to spodobało. Miłość, przyjaźń, marzenia – banały. Ale do tego trampolina, ser, lody… To jest żywe, od serca. Ciepłe takie. Gdybym była tymi kosmitami, chciałabym dostać takiego „sms-a”.
plemniki
Cytuję fragment tekstu z dziennika o jakości spermy
[22:13] McGuru: co to jest jakosc spermy?
[22:14] krolowanocy: jakosc spermy to ilosc plemnikow w niej i ich jakosc
[22:15] McGuru: znaczy ze co, sa szybkie jak Kubica?
[22:16] krolowanocy: yhym
[22:16] krolowanocy: szybkie, silne, waleczne
[22:16] bler: tak, wyskakuja ze spermy i zapierdalaja na sucho
[22:17] bler: przed peletonem
Takie błyskotliwe dialogi prowadzi się na ircu omawiając teksty na dziennik.pl ;>
Chude jest piękne
Fundamentalistka żywieniowa. Chuda jak szczapa, ostra jak brzytwa. Nie zważając na poprawność polityczną, głosi, że grube jest niezdrowe i złe. Założycielka Narodowej Akcji do Walki z Otyłością – Meme Roth.
Przez anoreksję co roku w Ameryce tracimy 200 osób. Z powodu otyłości – 800 osób, i to każ-de-go dnia! – mówi mi Meme Roth. – Dlaczego mam płacić za ich leczenie, skoro sami sobie szkodzą? Koniec mówienia grubasom: ‘Kochamy was w każdym rozmiarze’. Czas wyjść na ulice i ponownie spalić staniki czy jak kto woli – hamburgery! Dość obżarstwa, Ameryko!
Całość
I popieram. Bo mam wrażenie że właśnie ta poprawność polityczna głosząca że grubi są cool doprowadziła do tego, że trudno jest mi kupić coś ładnego do ubrania. Wchodzę do sklepu, oglądam ciuchy i widzę rozmiary: 44, 46, 42, 44, 44, 44…
A moje 32 lub 34 występują rzadko i błyskawicznie są wykupywane.
NO HALO?
Kiedyś grubasy zapluwały się z oburzenia że w sklepach same małe rozmiary. Teraz nastąpiło przegięcie w drugą stronę. Kaman, ogarnijmy się jakoś.
Tym mało błyskotliwym apelem zaczynam kolejnego bloga (tak, bo mało ich mam, taaak)
