Archiwa tagu ‘seriale’
Eksperyment kulinarny nr 1 czyli chiński kurczak
czyli jak ugotować obiad i obejrzeć 4 odcinki serialu w tym samym czasie.
Nie lubię gotować. Oraz nie umiem. W ciągu tygodnia błogosławię a) opiekunkę córki, która jej gotuje obiady b) przedszkole syna, w którym je on obiady c) stołówkę w pra… no dobra, bądźmy uczciwi, stołówki w pracy nie błogosławię, w tygodniu odzwyczaiłam się od obiadów. No ale jakbym była zdesperowana, żeby w firmie coś poza śniadaniem zjeść, to mam sushi koło stołówki.
W weekendy jednakże nikt nas nie karmi i muszę wziąć sprawy we własne ręce. Tym razem wzięłam w ręce pierś kurczaka, dla której był to zdecydowanie ostatni dzień, w którym mogła zostać spożyta. Pokroiłam kurczaka w kostkę, posypałam hojnie solą, pieprzem oraz mieszanką przypraw do kuchni chińskiej Kamisu. Zostawiłam tak i poszłam oglądać powtórki „Na Wspólnej”. W przerwie na reklamy, czyli po godzinie, wrzuciłam na rozgrzany na patelni olej z pestek słonecznika 3 ząbki czosnku pokrojone w paseczki. Gdy w kuchni zaczęło pięknie pachnieć, a zanim czosnek się zrobił brązowy, dorzuciłam mięso i przesmażyłam na ostrym ogniu. W tym czasie napadłam na lodówkę, wywlokłam z niej żółtą paprykę i pokrojoną w paseczki wrzuciłam na patelnię, dorzuciłam też około pół paczki mrożonego zielonego groszku i podlałam to niewielką ilością sosu sojowego. Przemieszałam, zastanowiłam się, zanurkowałam znów w lodówce i wygrzebałam pojemniczek z tajemniczym czymś, co któregoś dnia przyniesiono mi do domu razem z sushi. Nie mam pojęcia, co to było, bardzo słodkie i bardzo ostre jednocześnie, mające formę galaretowatą, z czerwonymi strzępkami czegoś jak papryka w tym. Dodałam na patelnię, wrzuciłam jeszcze kilka plasterków marchewki i parę małych cebulek – resztka słoiczka z piklami warzywnymi firmy Rolnik, potem dokroiłam jeszcze niedużą zwyczajną cebulę, podlałam wszystko sokiem jabłkowym, przemieszałam, przykryłam i zaczęłam dusić na maluteńkim ogniu. Obejrzałam 2 pozostałe po przerwie odcinki „Na Wspólnej”, przyszłam, podusiłam jeszcze chwilę bez pokrywki, żeby większość płynu wyparowała i zjedliśmy.
Było ciekawe. Mięso kruche, ale soczyste. Smak całości słodki z ostrą nutą. Sycące, rozgrzewające danie. Nawet nie wiem co sprawiło, że było dość słodkie – to czerwone „coś”? Żółta papryka? Przyprawa do kurczaka? W każdym razie proste, mało wymagające i dobre. Z cebulek marynowanych mogłam zrezygnować, doszłam do wniosku jedząc, trochę były z innej bajki i bez nich też byłoby dobre.
I will hold my head high
Wstałam dzisiaj jak zwykle, ubrałam się, starannie umalowałam, poszłam do pracy. Wzorem Bree Van De Camp, z jednego bardzo przeze mnie lubianych seriali „Desperate Housewives”, wyobraziłam sobie puste pudełko. A następnie włożyłam do niego swoje uczucia związane z wczorajszymi wydarzeniami, zamknęłam pudełko i schowałam do dużej, pustej szafy. I tam zostanie, do momentu, kiedy nie zdecyduję się go otworzyć i rozprawić się z zawartością. Tymczasem zachowałam spokój. Jak dama.
Czyż niektóre seriale nie są pouczające i rozwijające nas?
–
borderline
Lubię emocje. Jestem jak wampir, dają mi siłę, energię. Lubię hormony. Adrenalinę, testosteron, endorfiny. Jestem uzależniona od intensywnego przeżywania.
***
Masz przyjechać do mnie o 8 rano, nie przyjeżdżasz, piszesz na ircu dwie godziny wcześniej, że chcesz dać mi się wyspać po imprezie. Odpisuję, że i tak się obudziłam, dzwonię, nie odbierasz, wściekam się. O 9 się odzywasz, kłócimy się, lata pierze, przepraszasz. Przychodzisz trzy godziny później, pijesz kawę, dajesz mi słuchawki, ja tobie ostrza do golarki – kupujemy sobie nawzajem przy okazji potrzebne rzeczy. Opowiadam ci o imprezie, pokazuję nowe szpilki, które ci się podobają i gdy je zakładam słyszę twój pomruk uznania i spojrzenie pełne podziwu, że jestem aż tak wysoka w nich i sięgam ci dużo wyżej niż do ramienia. Przytulamy się, zabierasz mi papierosa na drogę, jedziesz. Ja zostaję z dziećmi, bawimy się, jemy, porządkujemy, potem śpimy trochę przy zapętlonym kawałku Recoil.
Tak, bywa różnie, kłócimy się, godzimy, czasem jest super, a czasem mam ochotę cię zamordować, ty mnie tak samo, ten związek to przejażdżka rollecoasterem, szybko, intensywnie, wariacko, góra, dół, huśtawka, nagłe zwroty akcji. Zjem cię, pożrę, wchłonę.
A potem zamieszkamy w Bieszczadach, w drewnianej chatce i będziemy jeść jagody i kochać się codziennie.
I want to know if you read me
I want to swing with my eyes shut and see what I hit
I want to know just how much you hate me so I can predict what you’ll do
I want you to know the wounds are self-inflicted
I want a controlling interest
I want to be somewhere beautiful when I die
I want to be your secret hater
I want to stop destroying you but I can’t
And I want and I want and I want
And I will always be hungry
And I want and I want and I want…

It’s been a hard days night
Zauważam dziwną prawidłowość. Ilekroć mam na sobie koszulkę z napisem <geek> , to wszystko, co komputerowe, a czego się dotknę, się pieprzy. Już drugi raz mam j na sobie i powyższa zasada działa. Byłam dziś zmuszona zawracać głowę tabunom ludzi (do redakcji przychodziły „hordy mediamenedzerów” jak to określił kolega), bo ciągle mi coś nie działało. Zasadniczo jedyne, co związane z „powiedzmy-techniką”, co mi się udało, to kupienie biletu w automacie na stacji metra. Jedyne. Cała reszta – #ichuj. Jak działał jeden program, to Outlook nie, jak Outlook tak, to coś innego źle. I tak cały dzień. Masakra.
Wróciłam do domu, weszłam do wanny z butelką wina, serkiem pleśniowym i ustawionym obok wanny mobilnym stolikiem. Otworzyłam wino, serek, na stoliku postawiłam laptopa, na którym przez wifi połączyłam się z komputerem w pokoju, na którego dysku mam pierwszy sezon „House’a” i obejrzałam sobie 10 odcinek leżąc w wannie.
I to dość mocno zregenerowało mi siły życiowe :-)